Wszystkie wpisy dotyczące miejsca 'Pak Beng'

Lis 17 2006

Dzień 13 – Luang Prabang

Rano wycięli nam numer. Zapakowali nas wszystkich do trochę mniejszej łódki niż dnia poprzedniego. Już na tamtej było trochę ciasnawo a oni z paru wiosek po drodze dobrali pasażerów.

Pak Beng, Laos

Pak Beng

Skończyło się tak, że grupa ludzi stała, bo nawet na podłodze nie było wystarczająco dużo miejsca a część ludzi siedziała w potwornym hałasie i spalinach w ładowni na rufie. Moja rada jest taka, żeby na taką łódkę przyjść rano. Długo się czeka ale można zająć miejsca zaraz za sternikiem. Co prawda siedzi się wtedy na drewnianym pokładzie ale miejsca półleżące na dziobie, w porównaniu do pozostałych, to klasa pierwsza plus.

Niektórzy musieli podróżować na stojąco, Mekong, Laos

Slowboat z Ban Huay Xai do Luang Prabang

Po dobiciu do Luang Prabang wzięliśmy tuk-tuka pod guesthouse Vilay. Co prawda nie było ciepłej wody pod prysznicem ale w sumie to Laos, jest wystarczająco ciepło, żeby móc się wykąpać w zimnej wodzie. Ponadto w łazience mieszkały gekony i latały cykady.

Mekong, Laos

Mekong

Po szybkim prysznicu poszliśmy na spacer i kolację, którą zjedliśmy w restauracji Khmu. Za firmową Khmu salad, smażoną rybę z warzywami na parze, okropny, lokalny oram, smażony ryż z warzywami i dwa piwa zapłaciliśmy jakieś 10 dolców. Jak na ekskluzywność warunków, w których jedliśmy było całkiem nieźle.

Mekong, Laos

Mekong

Zastanawiające są wszędobylskie koguty i kury, które jak u nas psy, wyglądają na bezpańskie.


Lis 16 2006

Dzień 12 – Mekong

O 6 rano wstaliśmy, żeby pójść z Marysią załatwić bilety na tajemniczego slowboata do Luang Prabang. Po autobusach, wertepach i szokującym spokoju Laotańczyków w podejściu do kłopotów, byliśmy pełni obaw.

Przystań w Ban Huai Xai, Laos

Przystań w Ban Huai Xai

Na przystani slowboat okazał się zwykłą łodzią, zabierającą na pokład kilkadziesiąt osób. Śniadanie zjedliśmy w jednej z restauracji po drodze na przystań obserwując jak małe łodzie motorowe kursują na granicy Laos-Tajlandia. Po śniadaniu w jednej z restauracji zapakowaliśmy się na pokład i już po 11 wyruszyliśmy razem z 60 innych białych turystów w podróż po Mekongu.

Śniadanie w Ban Huai Xai, Laos

Śniadanie nad brzegiem Mekongu

Po 6 godzinnej podróży wśród pięknych widoków, stłoczeni na pokładzie i lekko poirytowani zachowaniem turystów z Izraela, którzy stwierdzili, że jest to doskonałe miejsce aby zapalić trawkę, dotarliśmy do Pak Beng.

Slowboat, Laos

Slowboat z Ban Huay Xai do Luang Prabang

Od razu obskoczyły nas dzieci oferujące pokoje na nocleg. Marcin został oddelegowany do znalezienia noclegu, co mu się udało chociaż później okazało się, że w pokojach nie było światła i ciepłej wody :) Oczywiście próbowaliśmy zgłaszać reklamacje ale chłopak, który w naszym guesthousie sprawiał wrażenie bycia kimś ważnym, pocieszył nas, że o 22:00 i tak światła nie będzie w całym Pak Beng i z łaską wręczył nam po drugiej świeczce.

W tle słychać gwar podróżnych, cykady, świerszcze i generatory prądu.

Kolację zjedliśmy przygotowaną przez dwie kilkunastoletnie dziewczyny, które w woku stojącym na najzwyklejszej kuchni węglowej przygotowywały kolejno nasze dania. Gdy nas zapraszały do knajpki oświetlanej wyłącznie świeczkami, powiedziały, że za dwie minuty włączą im światło. Zresztą chłopak w hotelu powiedział dokładnie to samo – „za dwie minuty światło będzie”.

Ani jedno ani drugie się nie wydarzyło oprócz tego, że u Dzieciaków w pokoju działające na początku światło później też odmówiło współpracy. Te „2 minuty” musi oznaczać coś dziwnego w języku tubylców…

Kolacja przy świeczkach, Pak Beng, Laos

Kolacja przy świecach

W Pak Beng też dość łatwo było by kupić trawkę a na liście potraw niewskazanych w mieście, w którym lodówka jest zbytkiem, wylądowało wszystko co zawiera tuńczyka. Monikę, po jakiejś potrawie tuńczykowej cały wieczór mdliło i bolał ją brzuch.