Wszystkie wpisy dotyczące miejsca 'Xian'

Wrz 16 2010

Dzień 10 – Longmen Caves

Pobudka była o 6 rano. Znów w łazienkach brakowało papieru.

Spakowaliśmy się i pojechaliśmy na dworzec. Przed podróżą chcieliśmy się jeszcze napić kawy a na przeciwko stacji jest McDonald’s 24h. Wielu zatwardziałych wagabundów pewnie przestanie czytać w tym miejscu ale tak, panie i panowie, zdarza nam się odwiedzać sieciowe fast foody. Po pierwsze zawsze można się tam dogadać i zjeść coś o znajomym smaku bez groźby zatrucia a po drugie są one KLIMATYZOWANE. 20 minut spędzonych na piciu Coca-Coli w „maku” potrafi nieźle doładować akumulatory na dalszy spacer. I zawsze mają kawę.

Nie wiem czy istnieją jakieś ogólnoświatowe minimalne standardy, które musi spełniać lokal spod znaku „M” ale z pewnością ten nie spełniał żadnych. Dosadnie rzecz ujmując w Xian przy dworcu kolejowym jest najsyfniejszy McDonald’s jaki widziałem. Klimatyzacja wyłączona, więc na zewnątrz było chłodniej niż w środku chociaż na zewnątrz było dwadzieścia-kilka stopni. W łazience na podłodze wymiociny i frytki, więc chyba Azjatom ten rodzaj jedzenia czasem nie służy. Mydło w łazience rozcieńczone do tego stopnia, że można by nim płukać ręce po myciu właściwym. Na dokładkę lepiące się stoliki.

Oaza białej cywilizacji na modłę azjatycką? Niekoniecznie. Nawet w samych Chinach odwiedzaliśmy te przybytki parę razy i nigdy nie spotkaliśmy się z czymś podobnym. I chociaż celowo w stosunku do lokali tej sieci nie używam słowa „restauracja” z tego względu, że jest to zwykły fast-food ale to co tam zobaczyliśmy przekroczyło jakąś granicę. Dobrze, że nie wolno było w środku palić papierosów a jedzenie, pomimo braku opisów po angielsku, smakuje normalnie. Ciężko jedynie ufać standardom higieny i świeżości typowym dla „maka” gdy widzi się wokół to wszystko.

Do wagonu wsiedliśmy jako jedni z ostatnich, bo zaczęli wpuszczać dużo wcześniej niż 15 minut przed odjazdem.

Spowodowało to pewien problem ze znalezieniem miejsca na dwa niemałe plecaki gdyż przed nimi na półkach nad głowami wylądowały dziesiątki paczek, walizek, toreb, siatek i reklamówek… Dodatkowo okazało się, że miejsca 84 i 85, które widniały na naszych biletach, są przy oknie lecz po dwóch różnych stronach przedziału chociaż dalej twarzami do siebie :)

Mian Chi, Chiny

Mian Chi

Dzięki niezawodnej chińskiej uprzejmości powszechnie panującej w pociągach po chwili młody człowiek z miejsca obok Moniki zamienił się ze mną miejscami. Chwilę później reszta ludzi wokół pomogła wcisnąć nasze plecaki pod siedzenia. Pomoc była niezbędna, gdyż samo dotarcie do naszych miejsc okupione było setką szturchnięć i potrąceń współpasażerów wsiadających, szukających swojego miejsca i próbujących upchać po kątach swoje tysiąc pakunków.

Owa uprzejmość tworzy duży kontrast do tego, że ci sami ludzie wciskają się przed nas w kolejkach i przy okienkach kas oraz za wszelką cenę próbują wyprzedzić nas w peronowym wyścigu do wagonu.

Do Luoyang Youth Hostel dotarliśmy przed czternastą, zostawiliśmy plecaki i pojechaliśmy obejrzeć Longmen Caves. Po drodze wstąpiliśmy jeszcze do jedynego otwartego baru. Okazało się, że był otwarty tylko dlatego, że właściciele sami jedli :) Nauczeni pobytem w Mongolii poprosiliśmy aby właściciel pokazał nam co ma w ofercie w „menu” z przewodnika i po paru minutach stała przed nami wielka porcja ryżu z jajkiem.

Longman Caves to, wpisane na listę światowego dziedzictwa Unesco, zbocza skał na obu brzegach rzeki Yi, w których od 5 w. n. e. mnisi wykuli ponad 100 tysięcy wizerunków buddy.

Most nad rzeką Yi, Longmen Caves, Chiny

Most nad rzeką Yi

120Y opłaty za wstęp do Longmen Caves trochę nas zaskoczyło ale w cenie jest wejście do czterech różnych obiektów więc jakoś to przeboleliśmy.

Longmen Caves, Chiny

Longmen Caves

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to zniszczone podczas Rewolucji Kulturalnej płaskorzeźby i fakt, że wiele figur ma obcięte przez złodziei głowy.

Longmen Caves, Chiny

Zniszczone podczas Rewolucji Kulturalnej wizerunki Buddy

Najciekawsze są groty zachodnie lecz przeliczyliśmy się oczekując spektakularnego oświetlenia po zmroku. Przed godziną 18, zamiast włączyć oświetlenie potęgujące wrażenie, park został zamknięty.

Longmen Caves, Chiny

Tych grot i kapliczek są tysiące

Po paru dniach spędzonych w Xian atmosfera panująca w Luoyang bardzo przypadła nam do gustu. Pomimo tego, że żyje tu 1,4 mln ludzi jest tu spokojniej i dodatkowo chłodniej chociaż w powietrzu unosi się coś jakby kurz, który bardzo wysusza oczy.


Wrz 15 2010

Dzień 9 – Rowerami po murach Xian

W związku z trudnościami w nabyciu biletów do Wudang Shan przeorganizowaliśmy plan i następny w kolejce po Xian wylądował Luoyang. Na recepcji poprosiliśmy, żeby nam napisano po chińsku „Poranny pociąg do Luoyang. Dwa miejsca siedzące.” i tak wyposażeni poszliśmy na dworzec.

Dworzec kolejowy, Xian, Chiny

Dworzec kolejowy w Xian

Jak zazwyczaj stanęliśmy do najkrótszej kolejki, jak zazwyczaj przed nas wpakowało się dwóch Chińczyków i jak zazwyczaj, musieliśmy ścierpieć to, że my przestrzeń prywatną mierzymy w odległości od drugiej osoby a Azjaci mierzą ją w powierzchni ciała jaką stykają się z obcą osobą.

Gdy już swoje odstaliśmy, podałem kasjerce naszą karteczkę i na ekranie wyskoczyło 365Y, co było ceną dość wysoką. Na hasło „cheaper” zawołała inną panią, która siadła za kasą, spojrzała na naszą karteczkę i perfekcyjną angielszczyzną spytała czego właściwie potrzebujemy :) Okazało się, że ten sam przejazd może nas kosztować 110Y. Następnym razem poprosimy aby na kartce dopisano nam „najtańszy”.

W Xian jest jednym z niewielu chińskich miast, w którym uchowały się pełne mury miejskie.

Mury miejskie, Xian, Chiny

Widok z murów miejskich

Za niewielką opłatą można  sobie na nie wejść i obejść centrum dookoła.

Na miejskich murach, Xian, Chiny

Na miejskich murach

Jeszcze lepszym pomysłem jest wynajęcie roweru. Chińczycy są do tego stopnia praktyczni, że wypożyczalnie znajdują się już na górze. Niestety nie wzięliśmy pod uwagę tego, że jest samo południe, więc trochę nas to pedałowanie wymęczyło.

Wieczorem w barze naszego hostelu spotkaliśmy, pochodzące ze Szczecina, Agnieszkę i Gosię, które podróżą po Azji przypieczętowały swój powrót z irlandzkiej emigracji. Później dołączyli do nas Ania z Tomkiem lecz Ani coś dolegało i wieczór zakończyli dosyć wcześnie.


Wrz 14 2010

Dzień 8 – Terakotowa armia

Nowo nabyta przypadłość obudziła mnie o 7 rano. Po uzupełnieniu płynów, prysznicu i kawie pojechaliśmy na wycieczkę do terakotowej armii. Wycieczka organizowana była przez hostel więc wszystko mieliśmy podane na tacy. Autobus podjechał pod sam hostel, mieliśmy panią przewodnik, która dbała abyśmy się nie nudzili i mieliśmy lunch w cenie wyjazdu.

Terakotowa armia robi ogromne wrażenie. Świadomość ogromu pracy, jaki został w nią włożony ponad dwa tysiące lat temu po to aby ochraniać pierwszego cesarza Chin w życiu pozagrobowym nie pozostawia wątpliwości, że Qin Shi Huang był wszechmocnym i trochę szalonym władcą.

Terakotowa armia, Xian, Chiny

Strzelec z Terakotowej Armii

Muzeum to parę ogromnych hangarów skrywających wykopaliska, w których nocą ciągle prowadzone są prace, pawilon z kinem, w którym można zobaczyć historię terakotowej armii oraz pawilon z pamiątkami i książkami.

Terakotowa armia, Xian, Chiny

Terakotowa Armia

W pawilonie siedzi też jeden z kilku farmerów, którzy wiosną 1974 roku odkryli terakotową armię. Zamaszystym ruchem składa swój podpis na lekko drogawych albumach i książkach, których, notabene,  nie jest autorem. Nie wiem czy panowie siedzą tam rotacyjnie jednak podczas naszej wizyty książki podpisywał pan Yang Xinman.

Yang Xinman, Xian, Chiny

Yang Xinman, jeden z odkrywców terakotowej armii

W drodze powrotnej zabrano nas do taoistycznej świątyni Ośmiu Nieśmiertelnych. Ta niewielka świątynia prowadzona jest przez kobiety i jest w ciągłym użyciu.

Temple of Eight Immortals, Xian, Chiny

Świątynia Ośmiu Nieśmiertelnych

Wieczorem zrobiliśmy drugie podejście po pamiątki na Muslim Quarter. Tym razem znaleźliśmy właściwą uliczkę. Ku naszej uciesze na tym targowisku należy się ostro targować. Za mahjong z bambusa i kości, którego cena wstępna wynosiła 960Y po długim targu zapłaciliśmy 200Y a za komplet terakotowych ludków zamiast 160Y zapłaciliśmy 90Y. Jasnym jest, że sprzedawcy i tak na nas sporo zarobili ale tradycji stało się zadość.

Muslim Quarter, Xian, Chiny

Muslim Quarter nocą

Na Muslim Quarter, w okolicy sklepów z pamiątkami, są też sklepy z torebkami. Miłośnikom podróbek przydać się może wiedza, że ten jeden regał wypełniony tandetą pełni jedynie rolę zasłony dla trzy razy większego sklepu w środku, wypełnionego dziwnie tanimi produktami Loui Vuitton, Burberry, Gucci i Chanel.

W drodze powrotnej znaleźliśmy jeszcze niezły supermarket pod rondem z Bell Tower. Znajduje się on, idąc z północy na południe, w przejściu podziemnym po stronie zachodniej. Kupiliśmy tam wspaniałą herbatę jaśminową do domu.

Bell Tower, Xian Chiny

Bell Tower w Xian


Wrz 13 2010

Dzień 7 – Xian

Do Xian dojechaliśmy punktualnie o 10:40. Po ponad dwudziestu godzinach podróży i trzech dniach od ostatniego prysznica zdecydowanie potrzebujemy się umyć. Plus podróży hard sleeperem jest jednak taki, że przynajmniej jesteśmy wyspani.

Miejskim autobusem 603 spod dworca dojechaliśmy do ShuYuan International Youth Hostel.

ShuYuan Youth Hostel, Xian, Chiny

ShuYuan Youth Hostel

Wolne były tylko 6-osobowe dormy oraz pokoje bez okien i łazienek na poziomie „basement”. Nie uśmiechało nam się szukać dalej więc wybór padł na basement.

ShuYuan Youth Hostel, Xian, Chiny

Pokój o standardzie backpackerskim :)

Na recepcji spotkaliśmy Grześka, Maćka i Rafała, którzy akurat wyjeżdżali do Szanghaju. Powiedzieli nam, że z Xian do Szanghaju nie ma już miejsc w pociągach na najbliższy miesiąc. Trochę to było dziwne zważywszy, że w Chinach można kupić bilety najwyżej z dwutygodniowym wyprzedzeniem ale chyba zanosi się na kolejną zmianę planów. Tak to jest gdy jest się zdanym na środki transportu, którymi tysiące turystów miejscowych i zagranicznych przemieszczają się z miasta do miasta i na dodatek próbuje się przejechać z jednego z głównych punktów turystycznych do drugiego.

W hostelu jest bar z ogromnym wyborem jedzenia europejskiego i azjatyckiego. Ceny są, jak na Polskę, umiarkowane a śniadanie serwowane jest przez cały dzień. Dodatkowo na recepcji dostaje się kupon na darmową kawę i piwo :)

W hostelu jest też bardzo dużo turystów. Chyba z tego powodu nieustannie kończy się papier w ubikacjach więc dobrze jest mieć swój :)

Mieliśmy trochę czasu do końca dnia a że następnym punktem w programie po Xian miał być Wudang Shan pojechaliśmy na dworzec wschodni szukać autobusu. Trochę się zeszło zanim wywiedzieliśmy się, że na ów dworzec jeżdżą spod autobusy 605, 203 i 43 spod Drum Tower ale szczęśliwie znów spotkaliśmy panią, która pisze po angielsku. Niestety na dworcu okazało się, że w tym kierunku nic nie jeździ i nikt nie potrafił nam powiedzieć gdzie szukać informacji. Czeka nas kolejna zmiana planów :)

Z dworca wschodniego pojechaliśmy odwiedzić osławioną dzielnicę muzułmańską w Xian.

Widok tego mięsa przechowywanego bez lodówki, nad którym siedzi sprzedawca i opędza muchy witką, zapach jedzenia, gwar i tłum ludzi pozostawia niezapomniane wrażenia.

Muslim Quarter, Xian, Chiny

Muslim Quarter w Xian

Liczyliśmy na jakiś targ z pamiątkami dla znajomych i rodziny ale ten znaleźliśmy dopiero dnia następnego.

Muslim Quarter, Xian, Chiny

Sprzedawcy mięsa w Muslim Quarter

W międzyczasie dopadło mnie zatrucie. Jest to o tyle ciekawe, że bywaliśmy już w mniej cywilizowanych miejscach i jedliśmy bardziej niebezpieczne rzeczy niż europejskie śniadanie w ShuYuan… Głównym podejrzanym zostało masło, bo było rozpuszczone do tego stopnia, że się rozwarstwiło, i bekon, który mógł być przeleżały od rana i jedynie podsmażony przed podaniem.

Muslim Quarter, Xian, Chiny

Muslim Quarter c.d.