Jaipur

W Delhi wylądowaliśmy około północy i oczywiście nie posłuchawszy rad aby wziąć taksówkę oficjalną daliśmy się namówić na prywatną płacąc 550 rupii za podróż do centrum. W efekcie po dotarciu do Paharganj okazało się, że taksówkarz nie wie gdzie jest nasz hostel z Lonely Planet… :)

Podjechał do jakiejś informacji turystycznej skąd mieliśmy dzwonić z pytaniem o pokoje i adres. Z wielkim niedowierzaniem przyjąłem informację o tym, że w Delhi właśnie odbywa się jakiś festiwal hinduski i wszystkie noclegownie poniżej 2000 rupii za dwójkę są zarezerwowane na 3-5 dni do przodu. Wyglądało to cholernie dziwnie więc męczyłem gościa tak długo aż zacząłem nabierać podejrzeń, że to może być prawda. Uroki backpackingu i braku rezerwacji noclegu na dzień przylotu.

Czytałem później o takich przekrętach, że taksówka przywoziła do agencji turystycznej w Delhi z informacją, ze nie zna trasy lub miejsca są zajęte. Turysta rozmawiał potem z kolesiem za ścianą potwierdzając, że miejsc w danym hostelu nie ma. Pomyślałbym, że ta nasza przygoda to też jakiś szwindel na wielką skalę. W sumie to wyglądało dokładnie tak samo gdyby nie to, że facet dzwonił do wszystkich wskazanych przeze mnie miejsc (kilkunastu), za każdym razem wykręcając numer podany w przewodniku i oddawał mi słuchawkę. Sam z nimi rozmawiałem i to nie był ten sam facet…

Hotel Ishwar Palace

Po długim namyśle obdzwonieniu pociągów i autobusów zdecydowaliśmy że najbliższym celem podróży będzie Jaipur. Impreza droga, bo za 10000 rupii od osoby wynajętą taksówką. W cenie przejazd z Delhi do Jaipuru, 2 noce ze śniadaniem w Jaipurze, przejazd z Jaipuru do Agry, noc w Agrze, pociąg do Khajuraho i później pociąg z Khajuraho do Varanasi. W tym czasie mamy nadzieje, że w Delhi się wyludni i coś wynajmiemy z wyprzedzeniem. Nie tak wyobrażam sobie backpacking ale tymczasowo jest 2 w nocy i trzeba podjąć jakieś decyzje. Odbijemy sobie w dalszej części podróży.

Fabryka tkanin stemplowanych

W Jaipurze byliśmy około 8 rano i od razu poszliśmy spać. Około drugiej wyszliśmy na spacer. Okazało się, że nasz pan taksówkarz też już nie spał. Zawiózł nas do jakiejś, jakżeby inaczej, dość drogiej restauracji na obiad a potem woził nas po fabrykach tkanin robionych stemplami, ręcznie robionych dywanów i fabrykach biżuterii. Nie mieliśmy zamiaru kupować nic już pierwszego dnia więc taksówkarz strzelił focha i odwiózł nas do hotelu. Nawet wyszło lepiej, bo zrobiliśmy sobie długi spacer po okolicy. Kupiliśmy pyszne mango i nauczyliśmy się, że ta sama woda może kosztować 40 lub 10 rupii :)

Manufaktura biżuterii

Uderzające jest to jak gorące potrafi być powietrze. Dodatkowo na początku trochę trudno przyzwyczaić się do wszechobecnego zgiełku i trąbiących samochodów. A propos tych ostatnich nie jest to jakieś agresywne trąbienie. To raczej takie pozytywne pipip na zasadzie: jestem i swojego manewru nie zmieniam. Zresztą niektóre samochody nawet same o otrąbienie proszą.

Blow horn

Generalnie jest dosyć brudno a upał nie odpuszcza nawet po zachodzie słońca przez co dużo ludzi śpi na ulicy. Za to jest bardzo pozytywnie, egzotycznie a jedzenie jest przepyszne.  Do tego okolica, w której mamy hotel, jest co najmniej nieturystyczna wiec ku naszej uciesze czwórka białasów wzbudzała niemała sensacje.

Jutro postanowiliśmy być względem fochującego kierowcy bardziej wymagający. W sumie wozić też nas miał za free tam gdzie chcemy.


Posted in Indie and tagged Jaipur by with comments disabled.

Dzień 16 – Wracamy do Pekinu

Dziś czeka nas dzień podróży. Ponieważ, ze względu na Full Moon Festival, nie udało się znaleźć wolnych miejsc w hotelach w Szanghaju postanowiliśmy wracać do Pekinu.

Z Tunxi pojechaliśmy autobusem do Hefei. W autobusie leciał film o perypetiach Chińczyka, który odwoził martwe ciało kolegi w rodzinne strony zmarłego. Coś w deseń filmu Ciało, tylko dużo przyjemniejszy. Rzadko się to zdarza ale ten film miał angielskie napisy.

Hefei jest raczej nieciekawym miastem, stolicą prowincji Anhui. Zwiedziliśmy tam galerię handlową znajdującą się obok dworca. Galeria handlowa z była z zewnątrz, natomiast w środku do złudzenia przypominała nieistniejące już blaszane hale spod Pałacu Kultury.

Kręcąc się w okolicach dworca przesiedzieliśmy w Hefei cały dzień, aby o 22:59 wsiąść do, jadącego 14 godzin, nocnego pociągu do Pekinu.

Poczekalnia na dworcu w Hefei, Chiny 2010

Pusta, jak nigdy, poczekalnia na dworcu kolejowym w Hefei

Nie wiedzieć czemu, recepcjonistka z Old Street Hostel, którą poprosiliśmy o rezerwację biletów, zafundowała nam 14 godzinną podróż, gdy o 21:03 odjeżdżał pociąg 274, który tę samą trasę pokonuje w godzin 9. Może wyglądaliśmy na lubiących jeździć pociągiem.

W poczekalni na stacji pustki. Dziś jest święto wiec wszyscy już dojechali tam, gdzie chcieli, spędzają miło czas z rodziną i przyjaciółmi zajadając się księżycowymi ciastkami.

Więc o 23 byliśmy już w pustym wagonie sypialnym chińskiego pociągu. Znów wzięło mnie na rozmyślanie. Tym razem zastanawiałem się, co ma oznaczać fakt, że łóżka są pochylone w stronę okien,czyli tam, gdzie wszyscy kładą głowy. Może spanie z głową w dół to jedna z zasad Feng Shui…

Przed nami noc delektowania się rytmicznym stukotem kół i sporadycznym kołysaniem do snu, gdy pociąg pokonuje zakręty. Światła są już pogaszone i panuje przyjemny półmrok a co jakiś czas wagonem przechodzą hipnotyzujące wstrząsy.

Uwielbiam podróżowanie chińską koleją.


Posted in Chiny po raz drugi and tagged Hefei by with comments disabled.

Dzień 15 – Poranek na Huang Shan

Najlepsze miejsca widokowe do podziwiania wschodu słońca są na Beggining to Believe Peak, 15 minut spaceru od North Sea Hotel i niecałą godzinę marszu od Disspelling Cloud Hotel. Jednak nie wstaliśmy dość wcześnie więc na tarasie widokowym byliśmy już po wschodzie.

Huang Shan, Tunxi, Chiny 2010

Poranek na Huang Shan

Jeśli macie zamiar oglądać wschód słońca na Huang Shan, to podobno jeszcze jeden dobry taras widokowy jest na Brightness Top. Tam jednak w końcu nie dotarliśmy.

Huang Shan, Tunxi, Chiny 2010

Gdy pogoda jest słoneczna widoki zapierają dech w piersiach

Ponieważ ominął nas zachwalany przez wszystkich wschód słońca na Huang Shan postanowiliśmy za to przejść wszystkie ciekawe szlaki. Spacer był przyjemny lecz okazało się, że większość miejsc odwiedziliśmy w ciągu dwóch godzin.

Huang Shan, Tunxi, Chiny 2010

Huang Shan

Ciągle mieliśmy dość dużo czasu, więc zeszliśmy schodami wzdłuż wschodniej kolei linowej i po około dwóch godzinach byliśmy na dole. Trasa się trochę dłużyła ale widok zlanych potem ludzi pnących się pod górę zdecydowanie pomagał nam maszerować.

Huang Shan, Tunxi, Chiny 2010

Huang Shan

Od wyjścia ze szlaku poszliśmy w prawo pod górę, do shuttle busa ale, że jest to kawałek do przejścia a my schodzeniem z Huang Shan byliśmy już dość zmęczeni to daliśmy się namówić na taksówkę.

Tragarze na Huang Shan, Tunxi, Chiny 2010

Tragarze

O 11 byliśmy już w Tangkou i po tym jak panowie kierowcy w końcu się zdecydowali, który autobus ma jechać, wyruszyliśmy w drogę powrotną do Tunxi pół godziny później.

Meishi Renjia, Tunxi, Chiny 2010

Meishi Renjia, restauracja na końcu Lao Jie

Na kolację poszliśmy do restauracji Meishi Renjia na przeciwko Old Street Hostel. Jest to kolejna restauracja, gdzie kelner nie przyjmuje zamówienia ustnie tylko wręcza kartkę, żeby klient mógł na niej zapisać to, na co ma ochotę. Wybór dań zaprezentowany jest na długiej ladzie przy kuchni, gdzie pod pokrywkami i w lodówkach stoją poporcjowane, przykładowe dania.

Restauracja ta ma tylko jeden minus – otwierają ją dopiero o 17 i bardzo szybko się zapełnia.

Później dołączyli do nas poznani wcześniej Nada i Ingu, którzy tego wieczora wyjeżdżali z Tunxi.

Nada, Dobert i Ingu

Na pierwszym planie, od prawej: Nada, Dobert i Ingu


Posted in Chiny po raz drugi and tagged Huang Shan, Tunxi by with comments disabled.

Dzień 14 – Huang Shan

Na autobus do Huang Shan wstaliśmy przed świtem. Dojechaliśmy do Tangkou, stamtąd shuttle busem na stację kolejki linowej i o 9 rano byliśmy już na górze. Huang Shan to pasmo górskie pokryte szeregiem szlaków prowadzących od szczytu do szczytu i pomiędzy kolejnymi hotelami.

Huang Shan

Podczas spaceru prawie cały czas towarzyszyły nam chmury

Na początku wyruszyliśmy w kierunku Lotus Peak ale skryły go chmury, które towarzyszyły nam już przez resztę spaceru. Poszliśmy do Disspelling Cloud Hotel, w którym mieliśmy zarezerwowany nocleg. Spacer z mapą kupioną w hostelu był mocno utrudniony, ponieważ nazewnictwo punktów było w niej inne niż na tabliczkach na szlaku, trasy niedokładnie oznaczone a tam gdzie na szlaku używany był pinyin na mapie napisy były po angielsku.

Jeśli miałbym dać radę naśladowcom, to nie przejmujcie się zbytnio, przyjmijcie, że odległości są mniejsze niż się zdają na mapie i idźcie mniej więcej w danym kierunku. Koniec końców zorientujecie się gdzie jesteście a zgubić się tam dość trudno.

Generalnie, gdy słońce wychodziło, to było pięknie ale gdy zachodziło robiło się chłodniej i niewiele było widać.

O 14:00 byliśmy już na miejscu, zameldowaliśmy się w dormach (osobne dla kobiet i mężczyzn) i wyszliśmy na Rosy Cloud Peak.

Jeśli chodzi o te sławne zdjęcia wschodu słońca, to zapowiada się raczej kiepsko, bo widoki w kierunku wschodnim z najbliższego szczytu są mało fotogeniczne a władze parku, ze względu na remont szlaku, zamknęły wejście na najbardziej wschodni punkt widokowy.

Huang Shan, Chiny 2010

Sporadyczne przejaśnienia odkrywały przed nami cały majestat tego masywu

Na szczycie powygrzewaliśmy się w słońcu, które łaskawie się pokazało i około 16 i wróciliśmy pokręcić się w okolicach tego, dosyć beznadziejnego, hotelu.

Huang Shan, Chiny 2010

Nie dziwił nas fakt, że Huang Shan był inspiracją dla wielu pokoleń chińskich malarzy

Na noc, zarówno Monika w damskim jak i ja w męskim dormie, mieliśmy tylko chińskich współtowarzyszy ale wieczór spędziliśmy sympatyczną parą, Nadą (pochodzącą z Libanu nauczycielką arabskiego mieszkającą w Londynie) i Ingu (matematykiem z Hamburga).

Huang Shan, Chiny 2010

W takich momentach nie mieliśmy wątpliwości czemu Huang Shan okryły się sławą


Posted in Chiny po raz drugi and tagged Huang Shan by with comments disabled.

Dzień 13 – Wioski Huizhou

Z samego rana poszliśmy do Old Street Hostel zarezerwować autobus do Szanghaju i nocleg w schronisku na Huang Shan. W Old Street Hostel jest o tyle wygodnie, że angielski nie jest żadnym problemem i nawet woda z lodówki jest tańsza niż na ulicy.

Hongcun, Chiny

Hongcun

Okazało się, że objazdowa wycieczka po wioskach Huizhou jest dedykowana dla Chińczyków i właśnie w tym języku będzie mówił nasz przewodnik ale koszt jest taki sam jak wycieczki organizowanej samemu a za to w cenie jest lunch :)

Chengzhi Hall, Hongcun, Chiny

Chengzhi Hall w Hongcun

Plan obejmował odwiedzenie Hongcun i Xidi. Są to wioski w ciekawym, jak na Chiny, stylu charakteryzującym się wyjątkową dbałością o detale ozdobne. Na przykład taki Chengzhi Hall. Wybudowany 5 roku ery Xianfeng za panowania dynastii Qing (1855r.). Rozległy na 2110 metrów kwadratowych z głównym hallem i  piętrową konstrukcją z tyłu, składający się z pomieszczenia do nauki, małej świątyni, stawu, ogrodu, kuchni oraz 28 pomieszczeń-pokoi.

Taoyuan Hall, Hongcun, Chiny

Taoyuan Hall

Lub taki Western Garden w Xidi. Wybudowany w 1824r. zajmujący 507 metrów kwadratowych.

Western Garden, Xidi, Chiny

Western Garden w Xidi

Tego dnia panował wyjątkowy upał.

Xidi, Chiny

Przykład kolejnego hallu w Xidi

Na zakończenie zabrali cały autokar na zakupy herbaty do supermarketu ale my obkupiliśmy się tam w jedzenie na Huang Shan. Potem jeszcze zawieziono nas na demonstrację do sklepu z jedwabiem. Działa to prawdopodobnie jak nasze wycieczki do Częstochowy z demonstracją super zestawu garnków i kocy z alpaki ale mimo to ciekawie było zobaczyć jakie rzeczy potrafią z jedwabiu wyprodukować i jak umiejętnie potrafią je reklamować.

Sprzedaż jedwabiu, Tunxi, Chiny

Sprzedawczyni w sklepie z jedwabiem w Tunxi


Posted in Chiny po raz drugi and tagged Hongcun, Tunxi, Xidi by with comments disabled.

Dzień 12 – Tunxi

Do Nanjingu dojechaliśmy po chwilę po 6 rano. Po niecałej godzinie siedzieliśmy już w autobusie do Tunxi, które było następnym punktem naszego planu.

Z okien autobusu Nanjing wygląda na duży, zielony i dobrze zorganizowany lecz niestety urlop nie jest z gumy. Nanjing zobaczymy przy innej okazji. Zwłaszcza, że w głowach już rodził się nam pomysł na trzeci backpacking po Chinach.

W Tunxi byliśmy chwilę po południu i pierwsze, co nas uderzyło to straszny upał. Starówka jest piękna a niewielki Harbour Hotel, w którym zdecydowaliśmy się na nocleg jest przyjemny. Standardowa cena dwójki z łazienką to 180Y ale po szybkim targu spadła do 140Y. Nie jest to mało biorąc pod uwagę 150Y w Pekinie ale tu mamy pokój z widokiem na starówkę.

Pokój w Harbour Hostel

Pokój w Harbour Hostel

Zrzuciliśmy plecaki i poszliśmy do Old Street Youth Hostel (Lonley Planet nazywa go Koala) zarezerwować wycieczkę po wioskach wokół Huang Shan.

Wieczorem próbowaliśmy znaleźć miejsce, gdzie serwują normalne jedzenie, bo tutaj bardzo popularne są knajpy, które na miejscu ubijają dowolne stworzenie z klatki przed wejściem a na to akurat ochoty nie mieliśmy. W końcu siedliśmy w knajpce tuż przy wejściu do naszego hostelu, gdzie porozmawialiśmy trochę z właścicielem.

Tunxi

Tunxi za dnia

Oprócz rad dotyczących trekingu po Huang Shan powiedział nam coś jeszcze. Okazało się, że przeoczyliśmy istnienie ruchomego chińskiego święta, Mid-Autumn Festival, co może być dla nas o tyle niekorzystne, że mogą być spore problemy ze znalezieniem noclegów w dalszej części podróży. Podobnie jak podczas chińskiego Nowego Roku, teraz też ogromne ilości Chińczyków będą się nawzajem odwiedzać i nasz rozmówca twierdził, że bez wcześniejszych rezerwacji możemy mieć trudności z wolnymi pokojami w hostelach.

Tunxi nocą

Tunxi nocą


Posted in Chiny po raz drugi and tagged Tunxi by with comments disabled.

Dzień 11 – Nocny autobus

Rano ponownie na recepcji poprosiliśmy o zestaw kartek na różne pociągi alternatywnie nam pasujące i poszliśmy na dworzec.

Luoyang Youth Hostel, Luoyang, Chiny

Luoyang Youth Hostel

W ogromnym zaduchu panującym przy kasach staliśmy ponad godzinę aby dowiedzieć się, że na dzień dzisiejszy nie ma już miejsc. Na szczęście zaraz obok jest dworzec autobusowy, z którego zgarnął nas naganiacz prywatnych linii i u niego kupiliśmy bilet na autobus do Nanjing. Znów sypialny.

Czekamy na autobus, Luoyang, Chiny

Czekając na autobus

Wyjechaliśmy o 18:30. Wrażenia z jazdy sypialnym autobusem były podobne jak przed paru laty chociaż tym razem smród bywał falowy i generalnie dawało się go znieść.

Autobus sypialny z zewnątrz, Luoyang, Chiny

Autobus sypialny z zewnątrz...

Autobus sypialny w środku, Luoyang, Chiny

...i w środku


Posted in Chiny po raz drugi and tagged Luoyang by with comments disabled.

Dzień 10 – Longmen Caves

Pobudka była o 6 rano. Znów w łazienkach brakowało papieru.

Spakowaliśmy się i pojechaliśmy na dworzec. Przed podróżą chcieliśmy się jeszcze napić kawy a na przeciwko stacji jest McDonald’s 24h. Wielu zatwardziałych wagabundów pewnie przestanie czytać w tym miejscu ale tak, panie i panowie, zdarza nam się odwiedzać sieciowe fast foody. Po pierwsze zawsze można się tam dogadać i zjeść coś o znajomym smaku bez groźby zatrucia a po drugie są one KLIMATYZOWANE. 20 minut spędzonych na piciu Coca-Coli w „maku” potrafi nieźle doładować akumulatory na dalszy spacer. I zawsze mają kawę.

Nie wiem czy istnieją jakieś ogólnoświatowe minimalne standardy, które musi spełniać lokal spod znaku „M” ale z pewnością ten nie spełniał żadnych. Dosadnie rzecz ujmując w Xian przy dworcu kolejowym jest najsyfniejszy McDonald’s jaki widziałem. Klimatyzacja wyłączona, więc na zewnątrz było chłodniej niż w środku chociaż na zewnątrz było dwadzieścia-kilka stopni. W łazience na podłodze wymiociny i frytki, więc chyba Azjatom ten rodzaj jedzenia czasem nie służy. Mydło w łazience rozcieńczone do tego stopnia, że można by nim płukać ręce po myciu właściwym. Na dokładkę lepiące się stoliki.

Oaza białej cywilizacji na modłę azjatycką? Niekoniecznie. Nawet w samych Chinach odwiedzaliśmy te przybytki parę razy i nigdy nie spotkaliśmy się z czymś podobnym. I chociaż celowo w stosunku do lokali tej sieci nie używam słowa „restauracja” z tego względu, że jest to zwykły fast-food ale to co tam zobaczyliśmy przekroczyło jakąś granicę. Dobrze, że nie wolno było w środku palić papierosów a jedzenie, pomimo braku opisów po angielsku, smakuje normalnie. Ciężko jedynie ufać standardom higieny i świeżości typowym dla „maka” gdy widzi się wokół to wszystko.

Do wagonu wsiedliśmy jako jedni z ostatnich, bo zaczęli wpuszczać dużo wcześniej niż 15 minut przed odjazdem.

Spowodowało to pewien problem ze znalezieniem miejsca na dwa niemałe plecaki gdyż przed nimi na półkach nad głowami wylądowały dziesiątki paczek, walizek, toreb, siatek i reklamówek… Dodatkowo okazało się, że miejsca 84 i 85, które widniały na naszych biletach, są przy oknie lecz po dwóch różnych stronach przedziału chociaż dalej twarzami do siebie :)

Mian Chi, Chiny

Mian Chi

Dzięki niezawodnej chińskiej uprzejmości powszechnie panującej w pociągach po chwili młody człowiek z miejsca obok Moniki zamienił się ze mną miejscami. Chwilę później reszta ludzi wokół pomogła wcisnąć nasze plecaki pod siedzenia. Pomoc była niezbędna, gdyż samo dotarcie do naszych miejsc okupione było setką szturchnięć i potrąceń współpasażerów wsiadających, szukających swojego miejsca i próbujących upchać po kątach swoje tysiąc pakunków.

Owa uprzejmość tworzy duży kontrast do tego, że ci sami ludzie wciskają się przed nas w kolejkach i przy okienkach kas oraz za wszelką cenę próbują wyprzedzić nas w peronowym wyścigu do wagonu.

Do Luoyang Youth Hostel dotarliśmy przed czternastą, zostawiliśmy plecaki i pojechaliśmy obejrzeć Longmen Caves. Po drodze wstąpiliśmy jeszcze do jedynego otwartego baru. Okazało się, że był otwarty tylko dlatego, że właściciele sami jedli :) Nauczeni pobytem w Mongolii poprosiliśmy aby właściciel pokazał nam co ma w ofercie w „menu” z przewodnika i po paru minutach stała przed nami wielka porcja ryżu z jajkiem.

Longman Caves to, wpisane na listę światowego dziedzictwa Unesco, zbocza skał na obu brzegach rzeki Yi, w których od 5 w. n. e. mnisi wykuli ponad 100 tysięcy wizerunków buddy.

Most nad rzeką Yi, Longmen Caves, Chiny

Most nad rzeką Yi

120Y opłaty za wstęp do Longmen Caves trochę nas zaskoczyło ale w cenie jest wejście do czterech różnych obiektów więc jakoś to przeboleliśmy.

Longmen Caves, Chiny

Longmen Caves

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to zniszczone podczas Rewolucji Kulturalnej płaskorzeźby i fakt, że wiele figur ma obcięte przez złodziei głowy.

Longmen Caves, Chiny

Zniszczone podczas Rewolucji Kulturalnej wizerunki Buddy

Najciekawsze są groty zachodnie lecz przeliczyliśmy się oczekując spektakularnego oświetlenia po zmroku. Przed godziną 18, zamiast włączyć oświetlenie potęgujące wrażenie, park został zamknięty.

Longmen Caves, Chiny

Tych grot i kapliczek są tysiące

Po paru dniach spędzonych w Xian atmosfera panująca w Luoyang bardzo przypadła nam do gustu. Pomimo tego, że żyje tu 1,4 mln ludzi jest tu spokojniej i dodatkowo chłodniej chociaż w powietrzu unosi się coś jakby kurz, który bardzo wysusza oczy.


Posted in Chiny po raz drugi and tagged Luoyang, Xian by with comments disabled.

Dzień 9 – Rowerami po murach Xian

W związku z trudnościami w nabyciu biletów do Wudang Shan przeorganizowaliśmy plan i następny w kolejce po Xian wylądował Luoyang. Na recepcji poprosiliśmy, żeby nam napisano po chińsku „Poranny pociąg do Luoyang. Dwa miejsca siedzące.” i tak wyposażeni poszliśmy na dworzec.

Dworzec kolejowy, Xian, Chiny

Dworzec kolejowy w Xian

Jak zazwyczaj stanęliśmy do najkrótszej kolejki, jak zazwyczaj przed nas wpakowało się dwóch Chińczyków i jak zazwyczaj, musieliśmy ścierpieć to, że my przestrzeń prywatną mierzymy w odległości od drugiej osoby a Azjaci mierzą ją w powierzchni ciała jaką stykają się z obcą osobą.

Gdy już swoje odstaliśmy, podałem kasjerce naszą karteczkę i na ekranie wyskoczyło 365Y, co było ceną dość wysoką. Na hasło „cheaper” zawołała inną panią, która siadła za kasą, spojrzała na naszą karteczkę i perfekcyjną angielszczyzną spytała czego właściwie potrzebujemy :) Okazało się, że ten sam przejazd może nas kosztować 110Y. Następnym razem poprosimy aby na kartce dopisano nam „najtańszy”.

W Xian jest jednym z niewielu chińskich miast, w którym uchowały się pełne mury miejskie.

Mury miejskie, Xian, Chiny

Widok z murów miejskich

Za niewielką opłatą można  sobie na nie wejść i obejść centrum dookoła.

Na miejskich murach, Xian, Chiny

Na miejskich murach

Jeszcze lepszym pomysłem jest wynajęcie roweru. Chińczycy są do tego stopnia praktyczni, że wypożyczalnie znajdują się już na górze. Niestety nie wzięliśmy pod uwagę tego, że jest samo południe, więc trochę nas to pedałowanie wymęczyło.

Wieczorem w barze naszego hostelu spotkaliśmy, pochodzące ze Szczecina, Agnieszkę i Gosię, które podróżą po Azji przypieczętowały swój powrót z irlandzkiej emigracji. Później dołączyli do nas Ania z Tomkiem lecz Ani coś dolegało i wieczór zakończyli dosyć wcześnie.


Posted in Chiny po raz drugi and tagged Xian by with comments disabled.