Dzień 20 – Bangkoku ciąg dalszy

Zrobiliśmy drugie podejście pod Pałac Królewski. Na placu pod pałacem znów widzieliśmy wczorajszego „studenta”… Oprócz niego cała masa oszustów tuk-tukowców, tak jak dnia poprzedniego, znów wciska nam kit. Tym razem mówią, że żeby tam wejść trzeba mieć buty zakryte a ja mam klapki. Dodatkowo mówią nam, że pałac otwierają dopiero po południu, bo rano wstęp jest tylko dla Tajów. Oczywiście, żebyśmy nie zmarnowali poranka każdy z nich z ochotą zawiezie nas do innych miejsc, wartych zobaczenia i odwiezie nas z powrotem akurat na otwarcie pałacu. Te miejsca to między innymi Golden Mountain i siedzący Budda, które widzieliśmy dnia poprzedniego…

Trochę niepocieszeni postanowiliśmy na własne oczy sprawdzić o co chodzi z tym pałacem i czemu jest zamknięty ale gdy przed bramą zmieniałem swoje klapki na buty zakryte, zaczepił nas jeden sympatyczny miejscowy człowiek. Nie dość, że powiedział mi, że ten przepis o butach dawno temu znieśli, to jeszcze za darmo wypożyczają tam długie spodnie dla tych, co tak jak ja, przyszli w krótkich spodenkach:) No i oczywiście w środku widać tłum zagranicznych turystów :)

Dobre rady tajskiego rządu, Bangkok, Tajlandia 2006

Jedna z dobrych rad rządu tajskiego: "Don't trust strangers"

Miniatura Angkor Wat, Bangkok, Tajlandia

Miniaturowy Angkor Wat

Cudak w pałacu królewskim, Bangkok, Tajlandia

Cudak w pałacu królewskim

Odnawianie malowideł w pałacu królewskim, Bangkok, Tajlandia

Odnawianie malowideł

Pałac Królewski, Bangkok, Tajlandia

Pałac Królewski

Po przejściu ogromnego kompleksu pałacowego popłynęliśmy do Wat Arrarat za 6 B tam i z powrotem ignorując już wszystkich ludzi oferujących nam transport na drugi brzeg różnymi sztuczkami, kłamstewkami i namawianiem.

Ozdoba w Wat Arrarat, Bangkok, Tajlandia

Ozdoba w Wat Arrarat

Przez pół dnia mimo chmur chodziłem mokry jakbym wziął prysznic i na mokre ciało założył ubranie. Klapki to dobry wynalazek.

Uliczny sprzedawca owoców, Bangkok, Tajlandia 2006

Uliczny sprzedawca owoców

Autobus policyjny, Bangkok, Tajlandia

Autobus policyjny

Tajski toi-toi? Bangkok, Tajlandia

Przewoźna ubikacja?

Khao San, to istna kraina podróby. Od koszulek najbardziej znanych firm przez zapalniczki Zippo po przedruki Lonely Planet i fałszywe prawa jazdy. Nie omieszkałem kupić sobie jednej koszulki, bo skończyły mi się już czyste:)

Monika przy okazji kupiła trochę owoców na wagę ale i tym razem okazało się, że Tajowie nie mają litości. Pani najpierw nie doważyła tak mocno, że w ręku było czuć mniej niż kilogram a później „pomyliła się” wydając resztę. Taki ich urok :)

Wieczorem wstąpiliśmy do Molly Bar na najdroższe piwo w Bangkoku gdzie na dodatek w połowie wieczora kelner, który słowa po angielsku nie znał, zaczął się domagać żebyśmy zapłacili rachunek. Co prawda za 2 minuty przyszedł następny koleś, który nam, mocno podstawową angielszczyzną, wyjaśnił, że tamten kończy pracę i dlatego chciał rachunek ale to było już dwie minuty za późno. Już postanowiliśmy Molly na Ram Buttri, tuż przy Khao San, omijać z daleka. Chyba mieliśmy już przesyt tych wszystkich niezrozumiałych tajlandzkich historii i ludzi wmawiających nam różne kłamstwa.

Taki już urok tego miejsca. Mimo wszystko jest to też jeden z elementów wartych przeżycia na własnej skórze. Podczas obcowania ze sprzedawcami i usługodawcami w Bangkoku trzeba mieć na uwadze co się potrzebuje i godzić się na ich warunki tak długo jak nie kłócą się z naszymi planami. Wystarczy niewielka doza poczucia humoru a nagle okazuje się, że wspaniałych ludzi jest tam jeszcze więcej niż tych szukających łatwego zarobku na białych „bogaczach”.

Na resztę wieczora znaleźliśmy Shamrock Irish Pub na samym Khao San gdzie skutecznie odpoczęliśmy po wrażeniach tego długiego dnia.

Shamrock Irish Pub, Bangkok, Tajlandia

Shamrock Irish Pub


Posted in Chiny, Laos, Tajlandia and tagged Bangkok by with comments disabled.