Wszystkie wpisy dotyczące miejsca 'Hongkong'

Lis 6 2006

Dzień 2 – Z Hongkongu do Makau

Na śniadanie poszliśmy do restauracyjki, którą znaleźliśmy poprzedniego dnia. Sympatyczne miejsce na Nathan Road po lewej stronie od McDonalds, gdzie dolewają herbaty za darmo a drzwi otwiera się nie klamką a przyciskiem na ścianie. Dziewczyny zamówiły tajemniczo brzmiący japaneese udon – grube spaghetti, które wygląda jak dżdżownice, lub macki jakiegoś morskiego stworzenia.

Japoński udon w Hongkongu

Japaneese udon

Przetestowaliśmy też komplet przypraw stojący na stole, w tym czerwony, strasznie kwaśny płyn i pomarańczową super pikantną pastę.

Z pełnymi brzuchami mogliśmy ruszać dalej, do Makau. Popłynęliśmy katamaranem FirstFerry, za 132HK$ od łebka, i już po godzinie wypełnialiśmy formularze przyjazdowe na granicy.

Za 2,5 HK$ (płaciliśmy walutą Hongkongu) autobusem numer 3 dojechaliśmy do centrum, gdzie przy Rua da Felicidade znaleźliśmy hotel Vila Universal. Pięcioosobowy pokój, po szybkim targu, kosztował nas 420 M$. Zameldowaliśmy się i wyszliśmy na rozpoznanie okolicy.

Santa Casa da Misericordia, Makau

Santa Casa da Misericordia, Makau

Potrzebowaliśmy kupić bilety na autobus z Makau do Kantonu. Kupowanie biletów zazwyczaj nie jest szczegółem na tyle istotnym aby się nad nim rozpisywać, tym razem jednak sprawa okazała się nie tak prosta.

Pan siedzący za okienkiem, po paru chwilach rozmowy na migi, uciekł. Zwyczajnie poszedł i już nie wrócił. Za parę minut zjawiła się pani, która na nasz angielski, wspierany mapami odpowiadała po chińsku, na migi i pisząc na kartce. Koniec końców dostaliśmy bilety, które, przynajmniej teoretycznie, były na dzień następny, dla pięciu osób do Kantonu. Nie było żadnej gwarancji, że bileterka nas zrozumiała tak samo jak nic nie gwarantowało nam, że my rozumiemy ją.

Vila Universal w Makau

Vila Universal w Makau

Rua da Felicidade, na której stoi nasz hotel, to jedna z bocznych uliczek, przy której jest mnóstwo sklepów z suszonym mięsem, sklepów z ciastkami i sklepów sprzedających różne morskie stwory i ryby.

Zdjęcie suszonych ryb w Makau

Suszone ryby

Wracając ze spaceru po uliczkach Makau, dziewczyny obkupiły się w ciastka, robione wprost na ulicy. Znaleźliśmy też sklep z porto, bo jeszcze w domu, gdy dowiedzieliśmy się, że Makau było portugalską kolonią, postanowiliśmy je spróbować. Zaczęliśmy od jednej butelki, później dokupiliśmy drugą, a gdy już skończyła nam się lokalna waluta, całą resztę wydaliśmy na piwo. To był upojny i długi wieczór…

Suszone mięso z Makau

Suszone mięso


Lis 5 2006

Dzień 1 – Hongkong

Pierwsza podróż. Pierwsze doświadczenia. Wszystko nowe i dziwne… Pojechaliśmy z trójką znajomych, którzy wcześniej byli w Azji. Ich zaproszenie na wspólny wyjazd do Chin odmieniło nasze życie, bo bez takiej zachęty sami nigdy byśmy się na backpacking nie odważyli.

Niedługo przed lądowaniem w Hongkongu podano nam śniadanie, na które, jakżeby inaczej, wybraliśmy wersję orientalną. Samolotowe śniadanie pod kryptonimem congee, czyli ryżowa papka z wielką krewetką na wierzchu i trawką cytrynową, przyprawiła o mdłości wszystkich oprócz Marysi.

Widok z okna samolotu

Naszym żołądkom nie pomogło też to, że od opuszczenia Warszawy, mieliśmy za sobą 15 godzin lotu. Po śniadaniu rozdali nam dziwne formularze przyjazdowe, które posłusznie wypełniliśmy.

Jeszcze na lotnisku wymieniliśmy trochę pieniędzy na walutę lokalną żebyśmy mogli się jakoś dostać do miasta. Z lotniska, za około 30 HK$, pojechaliśmy piętrowym autobusem numer 13 na Tsim Sha Tsui, na kontynentalną część Hongkongu.

Marcin, wspomagając się przewodnikiem przyprowadził nas do Mirador Mansion przy Nathan Road 64. Mirador Mansion jest ogromnym, dziwnie pachnącym blokiem z dziedzińcem w środku, w którym na dole są stragany z różnościami, a na górnych piętrach jest mnóstwo pensjonatów.

Mirador Mansion, Hongkong

Mirador Mansion, Hongkong

 

Windą pojechaliśmy na 12 piętro gdzie znajduje się Cosmic Guest House. Po sprawdzeniu co mają do zaoferowania, zostaliśmy w jednym z pięcioosobowych pokoi. Była to maleńka klitka o łącznej powierzchni materacy większej niż powierzchni podłogi, bynajmniej nie z powodu ogromnych łóżek. Trochę w nim zalatuje i ma śmieszny ubikacjo-prysznic, w którym, po piątej osobie, na podłodze stało z 10 cm wody, ale 80 HK$ od osoby nie jest kiepską ceną, jak na Hongkong.

Pokój w Cosmic Guesthouse, Hongkong

Pokój w Cosmic Guesthouse, Hongkong

Na obiad oddzieliliśmy się od Dzieciaków, które wybrały się obok, do Chungking Mansions, mieszczącego parę hinduskich knajpek. Na hinduskie jedzenie nasze żołądki ani nosy jeszcze nie były gotowe (mnie ciągle męczyło congee…) a w Chungking śmierdziało jeszcze gorzej niż w Mirador.

Po zaspokojeniu głodu, promem Star Ferry, popłynęliśmy na wyspę Hongkong i zrobiliśmy sobie długi spacer do tramwaju Peek Tram, zaliczając po drodze najdłuższe ruchome schody na świecie.

Zatoka, Hongkong

Ów Peek Tram to coś, co bardziej przypomina kolejkę na Gubałówkę niż tramwaj i bardzo podobną pełni rolę. Tłumy ludzi wjeżdżają na wzgórze ponad Hongkongiem podziwiać panoramę miasta. Ze wzgórza autobusem pojechaliśmy na metro Central i metrem wróciliśmy na Kowloon.

Widok z Victoria Peak, Hongkong

Widok z Victoria Peak, Hongkong

 

Nasza pierwsza noc w Azji. Szczęśliwi, zmęczeni, wykąpani i wreszcie w łóżkach zasnęliśmy szybko. Nie na długo, bo grupa gości naszego hostelu, postanowiła urozmaicić nam noc, trzaskając drzwiami i krzycząc na siebie. Trwało to z godzinę i wreszcie mogliśmy ponownie zasnąć.